Pierwszy adwent z Willow willow. Kolejny, przeżyty wspólnie - rodzinnie, świadomie, w oczekiwaniu.Ferajna sama dopomina się o wieniec, sama dopytuje o zadania adwentowe.
Zatem i ja podejmuję zadanie... Jaki pomysł wybrać? Co zaproponować w tym roku? Wybrałam kilka inspiracji - które przypadają Wam do gustu?
1. Papierowy, szyty 2. lniany 3. ekonomiczny 4. kartonowe choinki
sobota, 29 listopada 2014
czwartek, 30 października 2014
Czytam, czytasz, czyta
- Tato! Chodź na kanapę! Godzina czytania! - krzyknął ostatnio po niedzielnym obiedzie nasz 6-cio latek.
Sam zaczyna już poczytywać. Połknął bakcyla. Czy nasza najmłodsza latorośl też się zachwyci drukowaną przygodą?
To spaja nasze popołudnia, stało się niedzielnym rytuałem i wypełnia nam zimowe wieczory...
Herbata z imbirem, kanapa.... i my i one - K S I Ą Ż K I.
Sam zaczyna już poczytywać. Połknął bakcyla. Czy nasza najmłodsza latorośl też się zachwyci drukowaną przygodą?
To spaja nasze popołudnia, stało się niedzielnym rytuałem i wypełnia nam zimowe wieczory...
Herbata z imbirem, kanapa.... i my i one - K S I Ą Ż K I.
niedziela, 26 października 2014
Muffiny na brunch? Dlaczego nie?
Sobota sprzyja porządkom. W lodówce też. Nieco pieczywa, nico pomidorów i sporo sera. Jeśli został bekon albo kawałek kiełbasy - doskonale. A na to wszystko - jajo. U nas, od zielononóżek - bo zdrowe, nad wyraz zdrowe.
Krop 1.
Smarujemy formę masłem.
Krok 2.
Wypełniamy chlebem bez skórki. Choć i skórki można wyłożyć po brzegach, jeśli pieczywo jest świeże.
Jeśli mamy czerstwe pieczywo, można wcześniej namoczyć je w mleku i następnie wykleić nim formę.
Krok 3.
Wypełnić foremki chlebowe nadzieniem: wędliną, serem, pomidorami i czym dusza zapragnie. Proponuję użyć małych jajek, wtedy bez obaw się zmieszczą. Ja używam od znajomych hodowców, wiec są zdrowe i bez chemii.
Krok 4.
Posypać ziołami, solą i świeżo tartym pieprzem. U mnie króluje tymianek, ale zioła prowansalskie czy oregano będą równie dobrze dopełniać kompozycję.
Krok 5.
Zapiec w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni. Potrwa to około 15 minut. Po prostu trzeba obserwować białko - powinno być ścięte. Żółtko pozostanie płynne i cudnie rozleje się w ustach. Mniam!
Smacznego!
Krop 1.
Smarujemy formę masłem.
Krok 2.
Wypełniamy chlebem bez skórki. Choć i skórki można wyłożyć po brzegach, jeśli pieczywo jest świeże.
Jeśli mamy czerstwe pieczywo, można wcześniej namoczyć je w mleku i następnie wykleić nim formę.
Krok 3.
Wypełnić foremki chlebowe nadzieniem: wędliną, serem, pomidorami i czym dusza zapragnie. Proponuję użyć małych jajek, wtedy bez obaw się zmieszczą. Ja używam od znajomych hodowców, wiec są zdrowe i bez chemii.
Krok 4.
Posypać ziołami, solą i świeżo tartym pieprzem. U mnie króluje tymianek, ale zioła prowansalskie czy oregano będą równie dobrze dopełniać kompozycję.
Krok 5.
Zapiec w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni. Potrwa to około 15 minut. Po prostu trzeba obserwować białko - powinno być ścięte. Żółtko pozostanie płynne i cudnie rozleje się w ustach. Mniam!
Smacznego!
czwartek, 16 października 2014
Dlaczego kochamy jesień....
Nie zawsze można ode mnie usłyszeć dobre słowo na temat pogody. Lubię ciepło, ciepło upalne i lejące z nieba żar. Jesienna aura na ogół nastraja mnie chłodno do otoczenia. Zimą, najchętniej zakopałabym się w puchową norę.
Tego roku, natura jest jednak nad wyraz hojna i litościwa. Piękne słońce nas nie opuszcza, złote liście nastrajają pozytywnie.... wystarczy oversizowy wełniany sweter - i można iść w miasto.
Tworząc jesienną kolekcję miałam nadzieję na taki obrót spraw. Stąd też naturalne wełny i kamizelki pasujące zarówno na chłodniejsze poranki jak i na przyszłe, zimowe wieczory. Ciepłe, ale i delikatne. Rosną z dzieckiem - mogą być zarówno tuniką jak i dopasowanym ubrankiem.
Tego roku, natura jest jednak nad wyraz hojna i litościwa. Piękne słońce nas nie opuszcza, złote liście nastrajają pozytywnie.... wystarczy oversizowy wełniany sweter - i można iść w miasto.
Tworząc jesienną kolekcję miałam nadzieję na taki obrót spraw. Stąd też naturalne wełny i kamizelki pasujące zarówno na chłodniejsze poranki jak i na przyszłe, zimowe wieczory. Ciepłe, ale i delikatne. Rosną z dzieckiem - mogą być zarówno tuniką jak i dopasowanym ubrankiem.
piątek, 19 września 2014
Minimalizm i prostota - kulinarnie, weekendowo, jesiennie
Jestem wielka orędowniczką prostoty i minimalizmu.
Nie jestem jeszcze na etapie ascezy ;) ale nic ponadto, co potrzebne, niezbędne nic nad-miarę - staram się iść tą drogą. Wychodzi różnie.
W modzie daję temu wyraz w projektach Willow Willow.
Ale ta sama prostota naturalnie przenika też do życia, wnętrza, kuchni...
Kulinarnie i weekendowo i jesiennie.Czasu wiecznie mało, pomysłów nie rzadko brakuje, a tu wszystko w jednym i do tego robi się samo.
Składniki - w zasadzie dowolne.
Dziś proponuję tak:
- garść makaronu spaghetti
- spory kawałek dyni, obranej, pokrojonej w kostkę
- 2 spore pomidory
- 30 dag podgrzybków lub kurek lub innych grzybów leśnych
- 1 dużą cebulę
- ząbek czosnku
- liść laurowy,
- 2-3 ziarnka ziela angielskiego
Wszystko wkładamy do sporego naczynia, dolewamy szklankę bulionu warzywnego lub wody. Przykrywamy pokrywką i czekamy, aż makaron zmięknie, smaki się przenikną, nasączą.
Wszystko potrwa około 30-40 minut.
Całość doprawiłam solą morską, świeżo mielonym pieprzem i świeżą kolendrą.
Nie jestem jeszcze na etapie ascezy ;) ale nic ponadto, co potrzebne, niezbędne nic nad-miarę - staram się iść tą drogą. Wychodzi różnie.
W modzie daję temu wyraz w projektach Willow Willow.
Ale ta sama prostota naturalnie przenika też do życia, wnętrza, kuchni...
Kulinarnie i weekendowo i jesiennie.Czasu wiecznie mało, pomysłów nie rzadko brakuje, a tu wszystko w jednym i do tego robi się samo.
Składniki - w zasadzie dowolne.
Dziś proponuję tak:
- garść makaronu spaghetti
- spory kawałek dyni, obranej, pokrojonej w kostkę
- 2 spore pomidory
- 30 dag podgrzybków lub kurek lub innych grzybów leśnych
- 1 dużą cebulę
- ząbek czosnku
- liść laurowy,
- 2-3 ziarnka ziela angielskiego
Wszystko wkładamy do sporego naczynia, dolewamy szklankę bulionu warzywnego lub wody. Przykrywamy pokrywką i czekamy, aż makaron zmięknie, smaki się przenikną, nasączą.
Wszystko potrwa około 30-40 minut.
Całość doprawiłam solą morską, świeżo mielonym pieprzem i świeżą kolendrą.
poniedziałek, 8 września 2014
Nie straszne jesienne chłody...
Jak byłam małą dziewczynką miałam cudne wełniane getry. Zwijały się na butach, były zrobione przez moją mamę, która w dobie "nic nie ma w sklepach" dziergała wieczorami swetry i szaliki i czapki i co tam kto wymyślił.
Getry. Są zatem moją miłością od zawsze. Potem były obecne przy harcerskim mundurku, jeszcze później w kraju - raju - gdzie, dzięki pogodzie zimową aurę rozprasza się getrami i podkolanówkami. Taki świat bez rajstop. Dla przyjezdnych, bo tubylcy raczej mocniej odziani chodzą :)
Stąd też, nie mogło zabraknąć getrów - łydkowych ocieplaczy w naszej jesienne kolekcji. Na pierwszy rzut pudrowy róż.
I jak się Wam podoba?
fot. by Loflov
ps. Już w tym tygodniu nowa kolekcja dostępna będzie na www.willowwillow.com.pl Zapraszamy!
Getry. Są zatem moją miłością od zawsze. Potem były obecne przy harcerskim mundurku, jeszcze później w kraju - raju - gdzie, dzięki pogodzie zimową aurę rozprasza się getrami i podkolanówkami. Taki świat bez rajstop. Dla przyjezdnych, bo tubylcy raczej mocniej odziani chodzą :)
Stąd też, nie mogło zabraknąć getrów - łydkowych ocieplaczy w naszej jesienne kolekcji. Na pierwszy rzut pudrowy róż.
I jak się Wam podoba?
fot. by Loflov
ps. Już w tym tygodniu nowa kolekcja dostępna będzie na www.willowwillow.com.pl Zapraszamy!
piątek, 5 września 2014
Jesienne klimaty
Uwielbiam wszystkie pory roku.
Lubię zimę. Poważnie. Choć, pewnie Ci, co mnie znają wybuchną teraz śmiechem... Ale z perspektywy koca, wełnianych skarpet i fotela i śniegu za oknem... Lubię zimę. Lubię wczesne wieczory i herbatę z truskawkowym sokiem i imbirem. Ciszę spadających płatków śniegu. Spontaniczne, pospieszne ubieranie i bieg w pierwszy śnieg. Tarzanie się i robienie bałwana. Tego pierwszego. Lubię też ostatniego bałwana i obserwowanie jak dzień za dniem znika. Zmniejsza się i daje miejsce po-zimowej jeszcze trawie.
Lubię wilgoć i mróz w powietrzu. I słońce. Tę oksymoroniczną słoneczo-mroźną aurę. I w końcu, najbardziej w zimie lubię ten ostatni akord... nadejście wiosny... nieuchronne, nieuniknione, powtarzalne...
Kocham wiosnę z rodzącą się zielenią, soczystymi kolorami.Wszędobylskim mleczem i nieskoszoną jeszcze bujną trawą. Bez i żonkile. Sałatę i inne nowalijki. Chrupanie rzodkiewek, prosto z bazarku, wytartych tylko nieco o spodnie.
Absolutnie potrzebuję i wyczekuję upalnych lipcowych dni. Przesiadywania w ogrodzie z książką i gryzienia kostek lodu, które mają jeszcze posmak wypitej właśnie kawy. Kocham robić lemoniadę i patrzeć jak znika w sekundę - chłopaki czekają, mamo! Biorę rower - mówi mój 6-latek i wydaje się, że mam przed sobą nastoletniego chłopaka, który za chwilę zniknie w swoim świecie na dobre.
Ale jest coś takiego w jesieni.... że mnie urzeka. Ilekroć nadchodzi. Babie lato, wspomnienia pierwszej poważnej i jedynej miłości, chłodne wieczory i uzasadniona konieczność picia hektolitrów niezdrowej herbaty... tak na rozgrzewkę...
I jesienna kuchnia, przetwory i wchodzenie w klimat domowych wieczorów przy wspólnej pracy.... Tak powoli zaczynamy już teraz...
Niech się uczą, niech nasiąkają...
by. SW
Lubię zimę. Poważnie. Choć, pewnie Ci, co mnie znają wybuchną teraz śmiechem... Ale z perspektywy koca, wełnianych skarpet i fotela i śniegu za oknem... Lubię zimę. Lubię wczesne wieczory i herbatę z truskawkowym sokiem i imbirem. Ciszę spadających płatków śniegu. Spontaniczne, pospieszne ubieranie i bieg w pierwszy śnieg. Tarzanie się i robienie bałwana. Tego pierwszego. Lubię też ostatniego bałwana i obserwowanie jak dzień za dniem znika. Zmniejsza się i daje miejsce po-zimowej jeszcze trawie.
Lubię wilgoć i mróz w powietrzu. I słońce. Tę oksymoroniczną słoneczo-mroźną aurę. I w końcu, najbardziej w zimie lubię ten ostatni akord... nadejście wiosny... nieuchronne, nieuniknione, powtarzalne...
Kocham wiosnę z rodzącą się zielenią, soczystymi kolorami.Wszędobylskim mleczem i nieskoszoną jeszcze bujną trawą. Bez i żonkile. Sałatę i inne nowalijki. Chrupanie rzodkiewek, prosto z bazarku, wytartych tylko nieco o spodnie.
Absolutnie potrzebuję i wyczekuję upalnych lipcowych dni. Przesiadywania w ogrodzie z książką i gryzienia kostek lodu, które mają jeszcze posmak wypitej właśnie kawy. Kocham robić lemoniadę i patrzeć jak znika w sekundę - chłopaki czekają, mamo! Biorę rower - mówi mój 6-latek i wydaje się, że mam przed sobą nastoletniego chłopaka, który za chwilę zniknie w swoim świecie na dobre.
Ale jest coś takiego w jesieni.... że mnie urzeka. Ilekroć nadchodzi. Babie lato, wspomnienia pierwszej poważnej i jedynej miłości, chłodne wieczory i uzasadniona konieczność picia hektolitrów niezdrowej herbaty... tak na rozgrzewkę...
I jesienna kuchnia, przetwory i wchodzenie w klimat domowych wieczorów przy wspólnej pracy.... Tak powoli zaczynamy już teraz...
Niech się uczą, niech nasiąkają...
by. SW

























