niedziela, 19 stycznia 2014

winter is white

She opened the door.
She came out.
Snow under her feet.
The last snowflakes were falling out of the sky…

There was no need for words, encouragement, ideas. 
Silence, time, new plains to discover.
A child searches Beauty all by itself, wants it to startle by its Simplicity.
We- adults- sometimes stand in the way, disrupt…

So, I was following her steps.
Her steps. Her rhythm. Her wonder.
Imagination awakening. The park transforming into a Magical Land, full of SECRETS…

* (photos taken in the Royal Bath Park called Lazienki, the largest park in Warsaw city center)


* * *
Otworzyła drzwi.
Wyszła.  
Pod nogami śnieg.
Z nieba padały ostatnie płatki…

Nie trzeba było słów, zachęt, pomysłów.
Cisza, czas, przestrzeń do odkrywania.
Dziecko szuka Piękna samo z siebie, chce być zadziwiane Prostotą.
To my – dorośli- czasem zagłuszamy i przeszkadzamy…

Szłam za nią.
Jej krokiem. Jej rytmem. Jej zadziwieniem.
Wyobraźnia ruszyła. Park  stał się magiczną krainą, pełną TAJEMNIC...

-by ju.
























środa, 15 stycznia 2014

Cud miód malina

Jak się domyślacie, jest kołowrotkowo-willowo, tak...
Igła, nitka, miarka, ołówek, papier, jazda tu, odbiór tam, spotkanie jeszcze dalej… 
W locie kawa, telefon, mail.  
Będzie e-sklep. Tak!
Ale chcemy z sercem, więc dopieszczamy każdy szczegół (i po trochu, zdradzamy plany...).

Patrząc na spadające płatki śniegu rano, chwila myśli o tegorocznej zimie (zimie, która przybiera coraz bardziej niespodziankowego charakteru a jej dziwaczność staje sie bezpiecznym tematem do windy czy w kolejce po chleb…). 

Stad mała obserwacja : tego roku w ogóle nie chorujemy na typowe zimowe przeziębienia. Coraz śmielej przypuszczam, że to w splocie różnych czynników, jest zasługa tej magicznej jednej łyżki dziennie stosowanej regularnie od roku. Do jogurty, do owoców, albo bezpośrednio do buzi.

Taki rytuał, którego córka dbale pilnuje.
Ponoć w takiej czystej formie (a nie w goracym…, nie w herbacie…) wzmacnia, odżywia i uodparnia najbardziej. 
Wartość miodu – bo o nim mowa- niezastąpiona.


Upodobałysmy sobie malinowy.
Brzmi pysznie, prawda ?
Urzekł nutą smakową.
Na naszej ulicy co drugi piątek, pszczelarz widzi nas z daleka, i machajac woła, « że ma », « że jest », « że czeka », « że specjalnie dla nas »… Podbił nasze serca nie tylko jakością miodu, ale i  opowieściami o swoich pszczołach, o których mówi z czułością, z iskrą w oku (jeżeli pewnego dnia zacznie o nich mówić po imieniu, nie zdziwi nas to…).

Szlachetny kolor, szlchetny smak, szlachetna nuta.
Ulubieniec naszych smaków zimowych.
Miodu używamy i nadużywamy. Śmiało, bez wyrzutów.
Na wszelkie sposoby.

A ostatnio kosmetycznie też.
Chropowatość i suchość skóry, to u mnie zimowa kolej rzeczy (pocieszcie : też tak macie, prawda ?). Doskwiera lekko , męczy czasem. Niby nic wielkiego, a dolegliwe. I estetycznie dokuczliwe.

W rozmowie z serdeczną znajomą, odkryto przede mną nieznaną mi dotąd bliżej moc miodu. Wyszeptała mi CUDowna receptę. Receptę z cyklu KTR – Kobiecych Tajemnic Rodziny (takie wiecie przekazywane z prababki na babkę i wnuczkę…). Znajoma ma świetną cerę, dałam się skusić. Tym bardziej, że jest bardzo prosta.

Wystarczy podgrzać 150 ml mleka.
Dodać do mleka dwie łyżki miodu i jedną łyżeczkę olejku z migdałów. 
Nałożyć wacikiem  mieszankę na twarz, szyję, dekolt, ręce. Na 5-7 minut.
(Z ważnych uwag, zdradziły, że mieszkanka może sie nie udać jeżeli dodamy szczyptę pośpiechu czy 2 łyżki nerwów. Polecają wziąć oddech i cokolwiek przyjemnego sobie poczytać, sobie posłuchać, sobie pooglądać).
Spłukać.
Spojrzeć w lustro. Dotknąć ręką.

Skóra nabiera delikatności i swieżości.
Szkoda, że nie jestem w tym regularna. Myślę, że efekt byłby jeszcze lepszy.

-by ju. 





wtorek, 14 stycznia 2014

w h i t e

Brrr... 
Za oknem mróz. W projektach wiosna...
Wspólnym mianownikiem: biel.

A Wy, co wolicie? 


-by ju.








czwartek, 9 stycznia 2014

W as in...

Our creative hearts, souls and minds think of the initial W…

W as in willow willow…
W as in yearning to wonder…
W as in welcoming spring…                    

We’re working on baby jumpsuit for the upcoming season.
Classic and practical.
Full of charm, thanks to their simplicity and detail, such as seam color, a pocket or button.

We stand by our liked minimalistic gray.
Although we also cut and sew out of different fabrics…
We will have something for little explorers of sea adventures as well as for the dreaming souls of pretty princesses.
Soon… 

* * *
Myślą, duchem i sercem twórczym jesteśmy przy literze W... 

W jak willow willow...
W jak wiosna... 
W jak wakacje...

Projektujemy pajacyki na nadchodzacy sezon.
Klasyczne i praktyczne. 
Wdzięczne dzięki prostocie i detalom takim jak kolor szwu, kieszeń czy guzik. 

Jesteśmy przy lubianym przez nas minimalistycznym szarym. 
Kroimy i szyjemy jednak również z innych tkanin... 
Bedzie coś dla małych odkrywców morskich przygód jak i poetyckich dusz pięknych księżniczek. Wkrótce…

-by ju.











środa, 8 stycznia 2014

kadzidło, migdały i cynamon.


Święto Trzech Króli kojarzy mi się z zapachem kadzidła, migdałów i cynamonu oraz rozbieraniem choinki - dość rytualnym.

Zniecierpliwienie narastało już kilka dni wcześniej:
- Ile jeszcze będzie stała ta choinka - gderał ktoś.
- Igły się sypią i już cała uschła - narzekał inny.
- Mamo... a Królowie już byli? - padało znad podłogi i wiadomo było, że jeszcze dobrych kilka dni upiorne igły muszą kłuć pod nogami.
A wieczorem 6 stycznia cały dom pachniał cynamonem i migdałami. I każdy w duchu marzył, że zostanie Migdałowym Królem - czyli trafi na migdał ukryty w cieście.... 
Poza migdałami potrzebne tam są:
500 g mąki pszennej
1 szkl. mleka
1/3 kostki masła
5 dag świeżych drożdży
2 żółtka + 1 jajo
1/2 szkl. cukru (może być mniej)
szczypta soli
bakalie: pół szklanki rodzynków, orzechów i jeden, komisyjnie wrzucony migdał (może być w skórce).
Drożdże zalewamy ciepłym, ale nie gorącym mlekiem. Dodajemy łyżkę cukru i szczyptę soli. Mieszamy i odstawiamy. Do reszty mleka dodajemy masło, podgrzewamy do rozpuszczenia masła, a następnie zestawiamy z ognia by ostygło.
Gdy drożdże nieco podrosną wlewamy do mąki. Dodajemy jajko i żółtka, pozostałą część cukru i wyrabiamy ciasto. Na końcu dodajemy mleko z masłem. I wyrabiamy, wyrabiamy, wyrabiamy aż stanie się gładki i będzie odchodzić od ręki.
W trakcie wyrabiania komisyjnie wrzucamy migdał. Dlaczego komisyjnie? Ano okazało się, po latach, że Babcia szachrowała i migdał zawsze trafiał do najmłodszej wnusi!!!!
Babcia nie uznawała mikserów ani kuchennych robotów. Drożdżowe robi się wyłącznie ręcznie...
I ja jej słucham. W końcu Migdałowa Królowa, zawsze słucha Starszej Migdałowej Królowej.

A u Was? Co robicie tego dnia?

- by an.  
                                                       


sobota, 4 stycznia 2014

delicate gray & soft pink