środa, 26 lutego 2014

Pierwsza sesja za nami...

Sesje wiosennych produktów mają to do siebie, że najczęściej podczas pstrykania zdjęć jest za chłodno na plenerowe wystąpienia.

Sesja odbyła się zatem w pięknym domu Państwa G. - za co dziękujemy. Było stylowo, jak stylowy jest dom. Było gwarno, jak to z gromadką dzieci. Było magicznie, jak to z akcesoriami od Moimili i Radosnej Fabryki tylko być może.

Piękne zdjęcia dzięki loflov







piątek, 14 lutego 2014

4 dekoracje, które chciałabym zrobić w Walentynki

Może nie celebruję tego dnia jakoś super hucznie.
Ale każda okazja jest dobra, żeby zmienić wystrój wnętrza.




1. Hank and Hunt. 2. Inspiration for home 3. Created by Diane 4.Cocoandmingo

czwartek, 6 lutego 2014

Post o karnawale.

Tytuł nieco oksymoroniczny, ale... czas karnawału przecież w końcu się skończy. 
Dziś zatem, nieco nostalgicznie, nieco zazdrośnie, z nieukrywaną nutką zachwytu. 

Co mnie urzeka?
Elegancja i szyk (a nawet chic!). Piękne twarze, wyraziste rysy i smukłe sylwetki. Radość w oczach i klasa. Klasycznych kreacji wprawdzie jak na lekarstwo, ale ostatecznie to jeszcze czas Coco.
Choć bardzo doceniam spotkania w gronie znajomych i sami często jesteśmy inicjatorami domówek - miałabym ochotę na przyjęcie z lat trzydziestych.

A co Wy wolicie? 
Klasyczne bale z wodzirejami i tanecznymi szlagierami z minionych lat, czy domówki-potańcówki w węższym gronie? 
A rozmowy z kuluarach? Czy w domowej kuchni?

(źródło fot. : http://www.audiovis.nac.gov.pl/)

- by an.






środa, 29 stycznia 2014

two teddy bears

Two teddy bears.
A few little outfits.
Really just fabrics and wood. How little does a child need to trigger in it the creative process of choosing out clothes… Depending on colors, the imaginary occasion, the mood, the weather and time of day (a very vivid dialog between the teddy bears).

The bears are dressed. Now they take off to do some shopping in an imaginary world. There unfortunately, I cannot enter with my camera, as I hear: “Mum, how would you feel if someone took photos of you while you were buying veggies, bread and drinks?”. Let’s leave the teddies to their shopping then…
I’ll also mention, that one brussel sprout disappeared from the kitchen counter. The teddies will probably have a nice meal of “mini cabbage” for dinner today… :)
Dwa misie.
Kilka ubranek.
Drewno i tkaniny w sumie. Jak niewiele trzeba by przenieść dziecko w twórczy proces dobierania stroju... Pod kątem kolorów,  wymyślonej okazji, nastroju, pogody lub pory dnia (dialog między misiami bardzo ożywiony).

Misie ubrane... Wyruszają załatwiać ważne sprawunki w wyimaginowanym świecie, do którego z aparatem nie mam już wstępu, bowiem słyszę: "Mamo, czy byłoby Tobie miło gdyby ktoś robił zdjęcia jak kupujesz warzywa, chlebek i picie?". Zatem pozwólmy misiom na spokojne zakupy...
(Dodam tylko, że jedna brukselka zniknęła z kuchennego blatu. Misie dziś na obiad miały pewnie dobrą potrawkę "z małej kapusty"... )

-by ju.



czwartek, 23 stycznia 2014

Winter tea time!

Nie lubię zimy. Bardzo nie lubię. 
I gdyby nie było w tym czasie Świąt Bożego Narodzenia, rozlicznych celebracji, kolędowania, prezentów etc. – zima byłaby dla mnie nie do wytrzymania.

W zasadzie jest jeszcze jedna przyczyna, dla której toleruję zaokienną szarość, śnieg i ziąb: herbata.
Do herbaty czułam feblik od zawsze. 
A od pewnego czasu nauczona azjatyckim zwyczajem – nie ruszam się nigdzie bez termosika z tym naparem.

Przepisy? Pomysły? 
Zimą najbardziej lubię herbatę z dużą ilością imbiru - rozgrzewa, pobudza komórki i chroni przed zimowymi choróbskami -  do tego trochę miodu, goździków, kardamonu, cynamonu, plasterek pomarańczy i domowy sok truskawkowy. 

Krok po kroku zatem:
1.   Woda się gotuje. Wyłączam. 
      I wrzucam do siteczka – herbacianego koszyczka – herbatę (używam czarnych: 
      Dareeling,  Assam lub Cejlon), kilka goździków, kilka ziaren kardamonu
      i ewentualnie 3 cm laski cynamonu.
2.   Zabiera mi to ok. minuty, w sam raz by woda nabrała odpowiedniej temperatury (ok. 98-95°C). Zalewam zawartość koszyczka.
3.   W oddzielnym kubeczku zalewam pokrojony w plasterki imbir.
4.   Herbata się parzy. Imbir się parzy. Ja kroję pomarańczę w plastry.
5.   Łączę wszystko w całość, dodaję soku  truskawkowego, malinowego lub nieco miodu (ale miód wtedy gdy herbata nieco przestygnie – szkoda tracić jego dobroczynne działanie, patrz TU…)

-by an.





niedziela, 19 stycznia 2014

winter is white

She opened the door.
She came out.
Snow under her feet.
The last snowflakes were falling out of the sky…

There was no need for words, encouragement, ideas. 
Silence, time, new plains to discover.
A child searches Beauty all by itself, wants it to startle by its Simplicity.
We- adults- sometimes stand in the way, disrupt…

So, I was following her steps.
Her steps. Her rhythm. Her wonder.
Imagination awakening. The park transforming into a Magical Land, full of SECRETS…

* (photos taken in the Royal Bath Park called Lazienki, the largest park in Warsaw city center)


* * *
Otworzyła drzwi.
Wyszła.  
Pod nogami śnieg.
Z nieba padały ostatnie płatki…

Nie trzeba było słów, zachęt, pomysłów.
Cisza, czas, przestrzeń do odkrywania.
Dziecko szuka Piękna samo z siebie, chce być zadziwiane Prostotą.
To my – dorośli- czasem zagłuszamy i przeszkadzamy…

Szłam za nią.
Jej krokiem. Jej rytmem. Jej zadziwieniem.
Wyobraźnia ruszyła. Park  stał się magiczną krainą, pełną TAJEMNIC...

-by ju.